
Ilustracja towarzysząca profilowi CEO OpenAI Sama Altmana w The New Yorker działa jak jump scare. Altman stoi w niebieskim swetrze z pustym wyrazem twarzy. Wokół jego głowy unoszą się oderwane twarze – niepokojące alternatywne wersje Altmana, których miny wyrażają gniew lub przerażenie. Na dole zdjęcia widnieje informacja: „Wizualizacja: David Szauder; wygenerowano przy użyciu AI”.
Szauder to artysta pracujący z kolażem, wideo i generatywną sztuką od ponad dekady – na długo przed erą komercyjnych narzędzi AI. Jego dzieło świetnie oddaje wielotwarzowość Altmana, ale samo użycie AI w tak prestiżowym kontekście wywołało burzę.
Co mówi o The New Yorker – jednym z najbardziej prestiżowych magazynów w Ameryce – sięgnięcie po generatywną AI? W najgorszym przypadku technologia ta eliminuje wszelki dostrzegalny proces twórczy, sprowadzając tworzenie obrazu do prostego opisu tekstowego. AI brakuje samoświadomości potrzebnej do parodiowania siebie samej, nawet gdy kieruje nią ludzka ręka.
Szauder wyjaśnił, że AI pełniła w tym przypadku rolę narzędzia, a nie twórcy: spora część pracy skupiała się na modelowaniu twarzy i portretów za pomocą klasycznego edytowania (Photoshop) i edycji opartej na AI. Wyniki były często niedoskonałe i wymagały ręcznych poprawek. „Głęboko wierzę, że nawet w epoce AI obraz musi najpierw powstać w ludzkim umyśle, a nie w maszynie” – mówi Szauder.
Tymczasem The Verge konsekwentnie stosuje politykę oznaczania żółtą etykietką każdego obrazu wygenerowanego przez AI oraz jasnego ujawniania każdego przypadku korzystania z tych narzędzi. Zdaniem autorki, nawet w rękach tak doświadczonego artysty jak Szauder, AI-generowana ilustracja na łamach The New Yorkera to zmarnowana szansa – wielka publikacja mogła zamiast tego powierzyć zlecenie jednemu z wielu wspaniałych ludzkich ilustratorów.
.
Źródło: The Verge